Daillly – cyfrowe dobra, zakupy grupowe, globalne ambicje

Opublikowane 06 maja 2011, autor: Dawid Zaraziński

1

Daillly wykorzystywać chce rosnącą popularność zakupów grupowych i rozwój cyfrowych dóbr. Polski startup ma też globalne ambicje i jak mówią twórcy: nieco rockandrollowe podejście… Zapraszamy do naszej recenzji!

Łukasz Miler

Stworzyliśmy Daillly by przedstawiać wspaniałe codzienne oferty śmietanki internetowych dóbr z gier, aplikacji, usług i treści. Wykorzystujemy moc zakupów grupowych by oferować niesamowite zniżki na wirtualne waluty, subskrypcje oraz pliki do pobrania – czytamy na stronie Daillly.com.

Projekt tworzony jest przez firmę Picco ze Szczecina. Daillly było początkowo pobocznym projektem firmy, która zajmowała się przede wszystkim tworzeniem gier społecznościowych, aplikacji dla systemu iOS . Z czasem jednak serwis zyskał znaczenie priorytetowe. Pracuje nad nim osiem osób.

Daillly wystartował na początku kwietnia. A pomysł na niego jest wypadkową zainteresowań i wcześniejszych doświadczeń twórców.

Od dawna fascynowałem się zakupami grupowymi. Uważam, że to bardzo fajny model, który stawia sprzedawcę i kupującego w sytuacji wygrany-wygrany. Z drugiej strony rynek dóbr wirtualnych rozwija się bardzo dynamicznie. Chcemy być miejscem, które łączy świetną społeczność odbiorów z producentami najlepszych cyfrowych produktów – mówi nam Łukasz Miler, pomysłodawca projektu.

A skąd taka nazwa? Czy nie jest nieco za trudna?

Powiem szczerze – domena przez jedno i przed dwa „l” była zajęta… (śmiech). Właściwie to mamy trochę rockandrollowe podejście. Pomyśleliśmy: właściwie czemu nie? A do tej pory nikt się nie skarżył, że nazwa jest za trudna. Ostatecznie – nazwa jest nieważna; ważne by produkt był najwyższej jakości – dodaje pan Łukasz.

Zanim jeszcze serwis oficjalnie ruszył, zarejestrowało się w nim ponad 1000 użytkowników. Warto także dodać, że Daillly znalazł się w drugim etapie konkursu startupów w ramach tegorocznej odsłony „The Next Web Conference” w Amsterdamie (15-17 kwietnia). W pierwszym etapie uczestniczyło 180 e-projektów, a w drugim – tylko 20, w tym Daillly.

Twórcy Daillly przekonują, że ich pomysł nie jest kolejnym klonem Groupona. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że na jego łamach pojawiają się oferty usług i dóbr wirtualnych, cyfrowych z całego świata.

Obecnie naszymi klientami są podmioty z USA, Finlandii, Niemiec, Korei Południowej, Hiszpanii – mówią nam twórcy projektu.

Jestem zwolennikiem robienia serwisów internetowych od razu na rynek międzynarodowy. Polska ma tę „wadę”, że jest… za duża. Wiele firm dobrze czuje się robiąc projekty jedynie lokalne. I właśnie dlatego brakuje nam globalnych serwisów. Ja staram się zarażać optymizmem – nie ma się czego bać w pozyskiwaniu klientów globalnych – dodaje Łukasz Miler.

Każda oferta jest też indywidualnie przygotowywana np. poprzez dostosowanie wyglądu strony do charakteru prezentowanej marki. Twórcy zdradzają, że w przyszłości chcą dać partnerom możliwość by sami przygotowywali stronę oferty (nieco podobnie jak w About.me). To właśnie design ma mieć w Daillly kluczowe znaczenie.

Wkrótce pojawić mają się także mechanizmy tzw. grywalizacji (ang. gamification). Twórcy chcą również wprowadzić większy wachlarz ofert.

Nie chcemy być kolejnym agregatorem zakupów grupowych. Chcemy angażować ludzi i ich znajomych. Staramy się oferować nie tylko świetne zniżki, ale również sprawić by sam proces zakupu był fajny. Chcemy by nasze oferty angażowały użytkowników – mówi pan Łukasz.

Serwis zarabia na prowizji od wystawianych ofert zniżkowych. Standardowo jest to 30 proc., ale twórcy podchodzą do tematu elastycznie i mogą np. zaoferować zmniejszającą się prowizję po przekroczeniu pewnej ilości sprzedanych dóbr. Nie planują umieszczać w serwisie reklam.

Daillly poszukuje również inwestora, który pomoże wejść mu na globalny rynek. W przyszłym tygodniu twórcy rozpoczynają rozmowy w sprawie pierwszej rundy finansowania. Negocjacje prowadzone będą z polskimi i zagranicznymi firmami.

Nie tylko ważny jest aspekt finansowy, ale także know-how oraz realna sieć jego kontaktów za granicą – mówią nam twórcy projektu.

Grafiki z serwisu:

Okiem redakcji:

Sylwester: metoda w szaleństwie

Zakupy grupowe – temat rzeka, również na naszych łamach. Autorzy dołączając się do popularności tej formy sprzedaży postawili na usługi i produkty internetowe.

O samym projekcie można powiedzieć, że wyróżnia go przede wszystkim wygląd. Każda oferta ma swoją unikalną, bogatą graficznie podstronę – zdecydowanie przykuwającą uwagę i znacznie zwiększającą szanse na sprzedaż. Mam właściwie tylko jedno zastrzeżenie – nie widać progu aktywacji oferty. Być może nie jest on aktywny przy wszystkich ofertach, jednak nawet wtedy powinna być taka informacja.

Podsumowując – pomysł nie jest nowy, ale powielenie na pewno godne uwagi. Grafika, sposób przedstawienia ofert i dystans do samych ofert przemawiają do mnie. Można powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda.

Dawid: lubię takie projekty

Lubię takie projekty. Takie, których twórcy doskonale wiedzą czego chcą, widzą miejsce, w których chcą znaleźć się za rok i znają do niego drogę. Rozmowa z twórcami Dailllly to spotkanie profesjonalistów 😉

Lubię też projekty, które w ograne już nieco ramy – w tym przypadku zakupów grupowych – wprowadzają pewnego rodzaju świeżość. Prosty pomysł (sprzedaż dóbr wirtualnych) podają w wysokiej jakości opakowaniu. A gotowe danie polewają sosem zabawy, „funu”, który tak lubią obecni konsumenci.

Nie ma co się rozpisywać – Daillly ma wszystkie niezbędne składniki by odnieść sukces. Jestem przekonany, że o polskim, ale właściwie przecież globalnym projekcie będzie jeszcze głośno.

Ogólna ocena redakcji:

PS. Daillly, jak każdy opisywany startup, otrzymuje od naszego partnera, serwisu Inis.pl, cztery zamiast dwóch miesięcy darmowego korzystania z profesjonalnego systemu do e-mailingu. Inis.pl wspiera zarządzanie adresami, wysyłkę i analizę kampanii e-mail marketingowych.

Partnerzy merytoryczni wystartowali.pl

Wystartowali.pl on Facebook